pl en

Mój pierwszy raz z Intelowym Makiem

odcinek 1

Słowem wstępu

Dziś do firmy w której pracuje przybyła nowa zabawka: iMac oparty na procesorze Intel Core Duo. Będzie to nasza nowa maszyna developerska służąca do budowy i testowania “Universal binaries” czyli programów nowego typu dla Macintoshy z systemem Tiger i nowszymi.

Ci, którzy mnie znają, znają również moje preferencje dotyczące komputerów i systemów operacyjnych. Nie jestem entuzjastą ani Macintoshy ani systemu Windows. Dlatego nie starajcie się tutaj doszukiwać wniosków wynikłych z entuzjazmu. Nie opisuję kolejnej wersji Linuksa ;)

Niniejszy tekst to taki luźny zapis moich pierwszych wrażeń z obcowania z Intelowym Makiem. Pisze to wieczorem, w pracy mam inne rzeczy do roboty. Niestety nie płacą mi również za testowanie sprzętu (czasami myślę, że “niestety”, ale pewnie by mi się przejadło - wolę programować). W związku z tym nie spodziewajcie się tu znaleźć żadnych wiarygodnych wyników benchmarków, czy też crash-testów ;)

Przybyło nowe pudło

Jak na Mac'a przystało, komputer został zapakowany w ładne, kolorowe pudełko, raczej nie wykonane z makulatury. Zawsze jak patrzę na takie opakowanie zastanawiam się ile ono kosztowało...

Po otwarciu pudełka zobaczyliśmy wszystkie elementy komputera (mysz, klawiatura, pilot, kilka płytek i książeczek), wszystko popakowane w dodatkowe pudełka. Nie jest to pierwszy Macintosh, którego rozpakowywałem, więc wiem, że to w zasadzie norma...

Wyciągnęliśmy komputer, połączyliśmy wszystkie elementy i postawiliśmy na biurku, niech się z pół godzinki zagrzeje ;)

Przejrzałem obrazki w książeczce zatytułowanej “Moje pierwsze spotkanie z Makiem”, czy jakoś tak. Wszystko po polsku, więc jak ktoś nie wie co to plik, i tak się to robi z oknami, to sobie poczyta. Było tam nawet zdjęcie mojej prywatnej drukarki ;)

Wygląd

Jeśli ktoś nie wie jak wygląda taki komputer, niech sobie zerknie na stronę Apple'a. Nie będę tutaj opisywać dokładnie tego, co widać na zdjęciach.

Postawiliśmy komputer na biurku i popatrzyliśmy na niego. Miał mieć ekran 17'. Nie wierzyliśmy. Stojący w pobliżu 17-calowy monitor Belinei zdawał się znacznie większy. Później okazało się, jednak że to tylko złudzenie optyczne. Metrówka powiedziała prawdę. To jest panoramiczna 17-stka.

To co mi się bardzo podobało, to miejsce na pilota. Na zdjęciach wyraźnie widać, że jest on mocowany z prawej strony komputera. Hm.... nie ma tam żadnego haczyka... Okazało się że pilot trzyma się na magnesie. Jakie to proste i jakie praktyczne!

Niestety pilota od razu zarekwirował szef... :(

Dobra, odpalamy

E.... ale gdzie jest włącznik? Klawiatura? Myszka? Nie? Hmm.... A jest! Z tyłu. Mało widoczny. Chwilę to trwało ;)

To mi się skojarzyło: Jakieś 2 lata wcześniej do firmy przybył kosztujący bajońską sumę Power Mac, dual G4. Gdy go poskładaliśmy i chcieliśmy włączyć... hm... naciskaliśmy przycisk i nic. Aż zadzwoniliśmy do sklepu. Powiedzieli, że trzeba mocno nacisnąć. Faktycznie. Za którymś razem się udało. “Ale tandeta”, pomyślałem. Ciekawe jak to ma włączyć niewiasta...

Ale wracając do naszej nowej zabawki: Mac OS X nie jest dla mnie niczym nowym. Nie będę go tu opisywał. Nie zauważyłem też żadnych różnic między tą wersją, a tą znaną z komputerów opartych na PPC.

System został zainstalowany w sklepie. Nie było mnie przy tym. Jest on po angielsku, ale to mogła być świadoma decyzja szefa wynikająca z profilu działalności naszej firmy.

Sprawdziłem update'y, Brak. W końcu to świeżutki system...

No dobra. Zauważyłem coś nowego. Jak dodaje nowy widget do dashboard'a to rozchodzą się całkiem ładne fale. Nie było tego efektu na poprzednich Macach na których pracowałem (Może miały za słabą kartę graficzną?)

Ach ten zapach

Lubicie zapach nowego sprzętu? Ja nie specjalnie. Ten Mac śmierdzi tak strasznie, że nie dawało się przy nim dłużej dziś popracować, bo zaraz bolała głowa. Na szczęście miałem wiele do zrobienia na PC, więc dzieliłem swój czas między dwa komputery. Mam nadzieje, że do jutra mu przejdzie.

Instalujemy SVN (Rozeta)

Jak już wspomniałem, to ma być maszyna developerska. Postanowiłem najpierw ściągnąć źródła. Na hasło SVN w firmie zapanowała chwilowa konsternacja... Pewnie jeszcze nie ma pekompilowanych binarek na Intelowego Maca. Ech... najwyżej spróbujemy skompilować ze źródeł. Przedtem jednak postanowiłem sprawdzić co się stanie jak zainstaluje tego prekompilowanego dla Maca. Zainstalowałem, na konsoli za pomocą “sudo vi (...)” zmodyfikowałem odpowiedni plik konfiguracyjny basha. Uruchomiłem ponownie terminal, wpisałem “svn checkout svn://(....)” i.... “gada, lata, pełny serwis!”. Nie mam pewności, czy to co zobaczyłem to była Rozeta, czy jakaś java, ale na 90% jestem pewien, że Rozeta. Hmm... Napisałem “zobaczyłem”? Chyba powinienem raczej napisać “nie zobaczyłem”... Jak nie wiecie o czym teraz pisze, to wyguglujcie sobie co to jest Rozeta. Ona poprostu działa. Bez mrugnięcia, informowania, czy zawracania użytkownikowi głowy takimi pierdołami jak rodzaj procesora.

Zastanawiacie się, dlaczego użyłem vi? Nie, nie jestem maniakiem tego programu. Ma gołym MacOS X po prostu nie ma innego programu, który potrafi edytować zapisać plik tekstowy w postaci zwykłego ASCII.

Czas na Xcode'a (wydajność)

No, to źródła już mamy, czas na kompilator ;). W tym celu trzeba włożyć płytkę z systemem. Napęd został umieszczony w dość niecodziennym miejscu. Za pierwszym razem włożyłem płytkę bez zastanowienia. Potem jednak, gdy miałem to zrobić drugi raz, zacząłem się zastanawiać i włożyłem ją odwrotnie ;) Niestety nie zamontowali głowic po obu stronach, a początkujący użytkownik może się mylić, bo to jak włożyć płytę wcale nie jest oczywiste.

Zainstalowałem kompilator, przyszedł czas na kompilację. Komputer okazał się znacznie szybszy od Power Maca 2x G4 1,25 Ghz. Oba komputery mają po 2GB ramu. Czasy kompilacji tych samych projektów to odpowiednio ok 7-9 minut na iMacu i ok 13-14 na Power Macu. Dokładnych czasów nie posiadam, nie miałem czasu, żeby siedzieć i pilnować aż się skończy kompilować. Niestety to porównanie może nie być miarodajne, bo Power Mac kompilował program na PPC zaś iMac na Intela.

Resztę dnia spędziłem na próbie doprowadzania naszego programu do stanu działania na Intelu (natywnie). Niestety. Nie udało mi się jeszcze go w pełni uruchomić (Jobs przesadził z tą łatwością przejścia z PPC na Intela, i to bardzo).

Mighty mouse

Kiedyś czytałem, że Apple wymyśliło taką fajną 2-przyciskową myszkę. Jej “fajność” polega na tym, że jest to jedno-przyciskowa mysz, która bada kąty nacisku i na tej podstawie stwierdza, którym palcem użytkownik nacisnął przycisk i w ten sposób potrafi zareagować na lewy lub na prawy “przycisk”. Nasza mysz reagowała zawsze tak samo na wszystkie palce, więc stwierdziłem, że to nie taka. Okazało się jednak, że trzeba było ją po prostu skonfigurować.

Mamy więc jeden duży przycisk, który robi za dwa, dodatkowy przycisk umieszczony w spodniej części myszy (aby go wcisnąć trzeba jakby zgnieść myszkę dwoma palcami po bokach) i kuleczkę.

Ten dwu-funkcyjny główny przycisk nie przypadł ni do gustu. Może trzeba się przyzwyczaić, ale mnie się nie za bardzo słuchał.

“Zgniatalny” przycisk też nie jest wygodny. Zresztą nie robi niczego praktycznego.

Kuleczka.... Hm... to inna historia. Nie wiem, czy ja mam za wielkie łapy, czy ona jest za mała. Zresztą nie będę pisać z czym mi się ona kojarzy ;)

Generalnie i ona działała mi na nerwy. Jej możliwość pracy we wszystkich kierunkach nie wydaje mi się zbyt dużym udogodnieniem.

Najchętniej wymieniłbym cały ten wynalazek na klasyczną mysz Logitecha: 2 przyciski plus klikalne kółko.

Tak przy okazji: Standardową akcją po kliknięcu kuleczką jest pojawienie się dashboardu. To takie intuicyjne, że dashboard nabrał dla mnie nowego znaczenia. To może naprawdę być bardzo pożyteczna sprawa (o niebo lepsza od często porównywanej z nim SuperKarramby). Przydałby się tylko jakiś lepszy kalkulator...

Klawiatura

Przywykłem już że klawiatur Apple'a nie lubię, że są niewygodne i często przy szybkim pisaniu nie wybijają mi pojedyńczych znaków. Ta na pierwszy rzut oka jest znacznie lepsza. Do tej z mojego lapa dużo jej brakuje, ale zawsze to jakiś postęp. W zasadzie to chyba za wcześnie żeby się o niej wypowiadać. Za mało na niej pracowałem.

1440x900

Taka jest rozdzielczość ekranu. Szef stwierdził, że bez rewelacji, bo jego laptop z szeroką 15-ką ma niewiele mniejszą. Ja tam się nie znam.

iChat i kamerka

Komputer ma wbudowaną kamerkę. Postanowiłem sobie zobaczyć jak dziś wyglądam. Uruchomiłem iChat'a, po raz pierwszy w życiu. Wiecie że on wspiera sieć Jabber? Wielki plus dla Apple'a za to. To pewnie nie jest żadną nowością, ale mnie strasznie ucieszyło.

A kamerka? No... działa, a ja stwierdziłem, że jednak nie lubię siebie oglądać. Swoją drogą ciekawe kiedy pojawią się jakieś wirusy/trojany albo inne świństwo umożliwiające podglądanie za pomocą tej kamerki...




I to w zasadzie tyle na dzisiaj. Napisałem, że to część pierwsza. W zasadzie cenniejszy pewnie będzie podobny opis dokonany po tygodniu, albo 2-ch. Zobaczymy. Może będzie mi się chciało....

Strona główna: akolacz.tarchomin.pl
css xhtml